wtorek, 1 września 2015

Rozdział 7



- I ona wtedy, że nie zamierza śpiewać z takim makijażem. Stwierdziła, że jej policzki są za bardzo ściśnięte przez podkład a powieki ją bolą przez zbyt duże kreski i cienie.
Usłyszałam ponowny śmiech wszystkich zebranych w pokoju dziewczyn. Najwyraźniej o kimś plotkowały co ewidentnie sprawiało im dużo przyjemności. Rozejrzałam się robiąc mały krok w przód. 
- Witam panie. Widzę, że humor jak zwykle dopisuje co bardzo mnie cieszy – powiedział rozbawiony wchodząc za mną do środka, dłoń przykładając do moich pleców. Lekkie dreszcze przebiegły po moim ciele co zagłuszyłam cichym chichotem.
- Harry, co się stało, że zszedłeś w podziemia – śliczna niebieskooka dziewczyna podeszła do niego i cmoknęła jego policzek klepiąc go po plecach – dawno cię tu nie widziałam, czym zasłużyłyśmy na ten przywilej?
- Hope przesadzasz – również cmoknął jej policzek gładząc również jej policzek. Patrzyłam na nich czując się niezręcznie, gdyż chłopak cały czas obejmował mnie delikatnie w pasie – Chciałem wam przedstawić  -urwał przenosząc wzrok na mnie z uśmiechem na co lekkie rumieńce weszły na moje policzki- To Valerie i będzie, mam taką nadzieję, pracować z nami.
- Cześć – mruknęłam cicho patrząc na każdą dziewczynę po kolei przesyłając jej delikatny uśmiech. Ich nieprzeniknione wyrazy twarzy nie pozwalały mi się odprężyć.
- Bardzo miło mi cię poznać –niebieskooka przytuliła mnie mocno, uśmiechając się szeroko. Stanęła obok i zaczęła wskazywać na inne dziewczyny w pomieszczeniu – To jest Sparkly, tu Agnes i zaraz powinna przyjść Diana – każda z dziewczyn podeszła do mnie i przytuliła mnie mocno . Poczułam się jakby tym małym gestem witały mnie w tej małej rodzinie przez co poczułam się wyjątkowo dobrze. Uśmiechnęłam się już szerzej i co najważniejsze szczerzej i zerknęłam z tą radością na Harrego.
- No to ja was dziewczyny na razie zostawiam. Mam ważne spotkanie razem z Johnem a nie możemy się spóźnić. Proszę dobrze zająć  się naszą nowa koleżanką, żeby nam nie uciekła po jednym dniu –zerknął na zegarek i stanął w przejściu – Gdybyś czegoś potrzebowała dzwoń masz mój numer. Dziewczyny na pewno chętnie zapoznają cię z historiami teatru o których ja nie mam za pewne pojęcia. Za pewne dowiesz się też wiele ciekawych rzeczy o mnie.
Przytaknęłam głową zaczynając się czuć nie swojo. Nie chciałam żeby mnie opuszczał i zostawiał samą z nimi. Ostatnio tak się czułam gdy zaczynałam liceum. Nowa w klasie. Wszystkie oczy zwrócone na mnie z uśmiechem lecz jeszcze nie wiadomo czy szczerym i przyjaznym. Harry skinął głową jednocześnie unosząc dłoń i ruszył w stronę schodów. Usłyszałam jeszcze dzwonek jego telefonu i to jak niechętnie zaczyna rozmowę.  Ja weszłam do środka, raczej zostałam wciągnięta i posadzona przed ogromnym podświetlanym lustrem z białym blatem zastawionym dużą ilością kosmetyków.
- Skoro kochana już tu jesteś, musisz zobaczyć co potrafimy.  Zrobimy cię tak, że nawet nasz Harold cię nie rozpozna – Hope zaczęła przeczesywać moje włosy i przepuszczać je między palcami mrużąc przy tym zabawnie oczy.
- A no właśnie. Co do Harrego. Znaliście się wcześniej? –Sparkly wyłoniła się z pomiędzy wieszaków.
- Nie dlaczego?
- Dawno nie widziałyśmy go tak szczerze czymś czy kimś zafascynowanego i do tego szczęśliwego.
- Jak to przecież on i Alison. Są razem i wydają się szczęśliwi. Ich związek kwitnie.
- Przed kamerami tak ale wystarczy, że spędzisz tu dzień a zobaczysz jak jest naprawdę. Przez to traci teatr.
- Myślałam, że takie rzeczy dzieją się tylko w kiepskich serialach czy książkach –mruknęłam zerkając w lustro podpatrując co dziewczyna tworzy z moich włosów.
- Jeśli zdecydujesz się z nami zostać obiecujemy zapoznać cie z historią każdej z osób, każdym związkiem czy aferą jaka przebiegła przez ten budynek –Hope uniosła grzebień a drugą dłoń przyłożyła do serca. Sparkly uroczo się zaśmiała poprawiając swoje długie włosy.
- Tylko wtedy będziesz musiała być po naszej stronie a nie tej strasznej wiedźmy .
- Czy mówimy o Alison? – wysoka piękna i bardzo szczupła dziewczyna z przepięknymi mocno kręconymi włosami weszła do pokoju. Oparła nogę o oparcie kanapy i zaczęła rozwiązywać swoje baletki.
- Tak – przytaknęłam zdumiona – Myślałam, ze ona jest inna wydaje się naprawdę w porządku dziewczyną.
- Jest jedną z tych którym sława naprawdę uderzyła do głowy.
- Dziewczyny chodźcie. Zaczyna się próba i wymagana jest obecność każdego.

Rozdział 6



- Proszę pan Styles już na panią czeka.
Zostawiła uchylone drzwi i mierząc mnie wzrokiem odeszła zostawiając mnie samą z moimi myślami i drżącym ciałem. Wzięłam większy oddech i pocierając ręce o materiał zrobiłam krok w przód. Całe powietrze zeszło ze mnie gdy weszłam do środka i zamknęłam za sobą drzwi. Rozejrzałam się po naprawdę sporym pokoju urządzonym zupełnie inaczej niż sobie wyobrażałam. Wzrok przykuwał mały kominek zabudowany ściana i pomalowany na siwo. Reszta ścian była brązowa nadająca przyjemny lecz i tajemniczy klimat. Pod oknem stało spore  wykonane z ciemnego drewna biurko.  Ścianę naprzeciwko zajmował ogromy regał wykonany z tego samego odcienia drewna co biurko. Po środku na modnym wydanie stał komplet mebli w odcieniu szarości. Kanapa dwa fotele i stolik. Obrazy i kwiaty z donicach dopełniały wystrój w idealny sposób.
Rozglądałam się nerwowo stawiając małe kroczki w głąb szukając go wzrokiem. Wciągnęłam gwałtownie powietrze gdy fotel się odwrócił i ujrzałam uśmiechniętego Harrego ubranego w czarną koszulkę i czarne spodnie. Podniósł się od razu zauważając mnie i wyciągnął dłoń w moim kierunku.
- Witam – mruknął z chrypką ściskając moją dłoń na powitanie – Cieszę się, że jednak przyszłaś.
- Tak jak powiedziałam przez telefon dam panu szansę na wyjaśnienie tej propozycji – starałam się mówić pewnie by nie zdradzić jak bardzo jestem podekscytowana i podenerwowana tą sytuacją. Sami w tym wielkim pokoju. Z oddzielającym nas tylko biurkiem.
- No tak oczywiście moja propozycja – usiadł wygodniej gdy i ja zajęłam miejsce – Valerie jak już mówiłem uważam, że masz naprawdę wielki talent, który potrzebuje dobrego oszlifowania pod okiem najlepszych.
- Dziękuje za tyle komplementów, ale nie wiem jak to by miało się odbywać skoro nie jestem w załodze teatru.
- Tak, przesłuchanie wygrał ktoś inny . Bardziej doświadczony. Jesteś jeszcze młoda a ja chce ci zaproponować coś co w przyszłości otworzy ci w przyszłości wiele drzwi jeśli nie będziesz już chciała z nami współpracować.
Zamrugałam szybciej czując jak serce zabiło mi szybciej na widok jego uroczych dołeczków. Wydawał się bardzo ludzki ale i bardzo denerwujący tym swoim przeciąganiem wszystkiego.
- Wracając do meritum – wyciągnął z szafki białą teczkę podpisaną moim imieniem i nazwiskiem – Valerie chce ci zaproponować stanowisko mojej sekretarki.  Obecnie zostałem bez mojej prawej ręki i nie powiem jest mi ciężko wszystko ogarnąć. Liczę, że się zgodzisz i pomożesz mi. Dzięki temu będziesz ciągle w teatrze i będziesz miała możliwość uczestniczenia we wszystkich próbach.  A nawet zorganizuję ci lekcje jeśli wyrazisz chęć.
Asystentka. Osobista. Prawa ręka Harrego Stylesa. Zwariował. Zaśmiałam się w środku nie mogąc w to uwierzyć. Nigdy nie pracowałam na takim stanowisku. Nawet nie marzyłam o czymś takim. Nie mam odpowiednich kwalifikacji.  Nie jestem tak kontaktowa i otwarta jak powinna być osoba  na takim stanowisku. Nie mam kontaktów i potrzebnych znajomości. Nie znam ludzi z branży.
- Panie Styles dziękuje to naprawdę wielka i poważna oferta. Jednak uważam, że mimo szczerych chęci nie nadaję sie na to stanowisko –uniosłam wzrok na jego twarz z której nie schodził wielki uśmiech.
- Spokojnie nie masz się czym denerwować . Wszyscy pomogą ci się wdrożyć .
- Tylko nie wiem czy umiałabym połączyć tą prace ze studiami.
- W umowie jest zaznaczone, że pierwszy tydzień jest próbny na rozpoznanie a po miesiącu zdecydujesz ty czy będziesz chciała zostać z nami czy nie –oblizał usta poprawiając się na fotelu.
- Ja.. ja naprawdę nie wiem co powinnam teraz powiedzieć. Naprawdę się tego nie spodziewałam.
- Valerie. Spędź ten dzień w teatrze rozeznaj się a wieczorem powiesz mi co i jak dobrze?
W jego głosie wyczułam znaczną niewytłumaczalną nadzieję, której nie mogłam i nie potrafiłam zlekceważyć.
- Dobrze myślę, ze to będzie najlepszym rozwiązaniem.
- To idziemy, wszystko ci pokarze i powiem co i jak.
Odsunął krzesło i wstał wskazując ręką drzwi. Z uśmiechem ruszyłam do drzwi oceniając w głowie wiarygodność wydarzeń z tego dnia. Najprawdopodobniej wciąż leże w łóżku i śnie o tym wszystkim